Kilka dni spędzonych w Budapeszcie. Trudno powiedzieć o tym mieście coś żywego. Rozwleczone niemiłosiernie na wielkiej przestrzeni po obu stronach Dunaju. Górzysta Buda, która wygląda jakby odwróciła się plecami do rzeki (to jedyne, jakie mi się nasunęło podobieństwo do Krakowa) i Peszt, który jest trochę jak Paryż, a trochę jak Wiedeń, ale w ciągle pozostaje środkowo-europejską stolicą bez wyrazu.

Węgrzy trochę jak Polacy. Bez większej różnicy. Zadowoleni ze swojego egzotycznego języka nie rozumieją (a może nie chcą) potrzeby znajomości innych języków. Studentka w akademiku głupawo się uśmiecha na dźwięk angielskich słów. Pod tym względem chyba nasi rodacy wypadają lepiej od bratanków znad Dunaju.

W mieście brudno tak samo jak u nas. Komunikacja miejska na wysokim poziomie, niedoścignionym. Metro, tramwaje, trolejbusy, autobusy – podróż z jednego krańca miasta na drugi trwa najwyżej kilkanaście minut. W Krakowie bywa, że z godzinę i więcej – a ile Kraków mniejszy!

To tak na szybko tyle i na razie jedno zdjęcie na zajawkę. Będzie więcej. Zdjęć na pewno, ale czy słów też to się okaże.

0 komentarzy